poniedziałek, 15 lipca 2013

"Happy Birthday" cz. II - ost.

Dzień dobry, wszystkim!
Dodaję drugą i zarazem ostatnią część yaoi dla Jona ♥
W ogóle dzisiaj posprzątałam w szafie i stwierdziłam, że kiedyś byłam serio dziwna - znalazłam rysunki z życia jakiejś owcy Bogusi, rysunki z czasów fazy na Plastic Tree, gdzie Ryu mówił mi, że mnie kocha. Ale rysunek masturbującego się Uruhy przebił wszystko.
Wstyd mi.
Ale czas na opko - enjoy!


Yongguk:

   Droga z baru do mojego domu nie była długa, jakieś piętnaście minut i znaleźliśmy się na miejscu. Przez cały ten czas starałem się zabawiać go rozmową o jego urodzinach, koncercie, wrażeniach... Stanęliśmy pod moim blokiem i zacząłem szukać kluczy.
- No gdzie one są... - mruknąłem i kątem oka zauważyłem, jak Deahyun mierzy mnie groźnym wzrokiem.
- Nie mów, że ich nie masz... - uderzył się otwartą dłonią w twarz, a ja zaśmiałem się i podrapałem w tył głowy - Jejku...
- Spokojnie! - wzruszyłem ramionami - Wspaniały Bang Yong Guk zaraz coś wymyśli! - usiadłem na ławce pod blokiem, założyłem nogę na nogę i podparłem głowę ręką, przybierając minę jakiegoś historycznego myśliciela. Usłyszałem, jak Dea parsknął śmiechem. Musiałem wyglądać jak idiota i w sumie tak też się czułem. Nagle mnie olśniło - Zadzwonię do sąsiadki, ona otworzy drzwi, a klucze do mieszkania mam pod wycieraczką - podszedłem do domofonu i wcisnąłem guziczek z nazwiskiem mojej sąsiadki.
- Cóż za oryginalna skrytka na klucz - podsumował blondynek i zaczekaliśmy w milczeniu, aż moja sąsiadka odbierze. Po chwili usłyszeliśmy jej rozeźlony głos.
- Słucham!?
- Dobry wieczór, pani Lee - zacząłem najbardziej cukierkowym głosem, na jaki tylko było mnie stać - Otworzy pani drzwi?
- A KLUCZY SWOICH NIE MASZ?! WIESZ, KTÓRA JEST GODZINA, GÓWNIARZU?! - sąsiadka darła się do domofonu, a ja czekałem, kołysząc się z uśmiechem na boki, aż skończy marudzić - Co się dzieje z tymi ludźmi?! Starych ludzi ganiać po nocy, bo nie pamięta się o kluczach! Niech no ja... - dalej już nie usłyszałem, bo właśnie wbiegliśmy z Dae na klatkę, olewając staruszkę. Gdy wspięliśmy się po schodach na moje piętro, przywitała nas pani Lee. Stanąłem jak wryty, a mój przyjaciel wydał z siebie zduszony okrzyk.
    Kobieta wyglądała, jakby właśnie uciekła z horroru o cyrku. Ale po kolei... Pierwsze, co rzucało się w oczy, to neonoworóżowy, puchaty szlafrok w kotki. Jej kapcie były tego samego koloru w kształcie olbrzymiej głowy kota z wybałuszonymi oczami. Okej... Wyglądało to co najmniej dziwnie. Ale dalej... Na głowie miała zakręcone na włosach kolorowe wałki, a na twarzy zieloną, popękaną maseczkę. Do tego trzymała w dłoniach miotłę...
- TY GNOJKU, ŁADNIE TO TAK WRACAĆ PO NOCACH DO DOMU?! - babcia krzyczała na całą klatkę schodową, mocno gestykulując, a ja w ostatniej chwili schyliłem się, unikając ciosu jej miotłą. Biedny Dae, że też musi ją teraz widzieć - TY SMARKACZU, MOŻE CHOĆ RAZ ZABRAŁBYŚ ZE SOBĄ TE GŁUPIE KLUCZE?! NASTĘPNYM RAZEM BĘDZIESZ SPAĆ POD BLOKIEM, GÓWNIARZU! - podeszliśmy do drzwi mojego mieszkania, schyliłem się, aby sięgnąć klucze spod wycieraczki. Usłyszałem, jak pani Lee cofa się do swojego mieszkania.
- I LEPIEJ, ŻEBYM WIĘCEJ NIE MUSIAŁA OTWIERAĆ CI DRZWI, BANG! - poczułem, jak coś uderza mnie w plecy. Odwróciłem się gwałtownie i przyjrzałem dokładniej.
- A ładnie to tak rzucać butem w sąsiada? - podniosłem jej własność i zamachnąłem się "ostrzegawczo". Nie rzuciłem w nią, nie, nie. Nie pobiję babci.
- Yongguk! - upomniał mnie Daehyun - Nie zaczepiaj starszych ludzi!
- SŁUCHAM!? POWIEDZIAŁEŚ, ŻE JESTEM STARA!? - w głowie zobaczyłem, jak głowa pani Lee eksploduje ze wściekłości.
- Ja? To ona zaczęła! - uniosłem oskarżycielsko palec w stronę sąsiadki - Rzuciła we mnie butem! Nie widziałeś tego? - broniłem się.
- Gówniarz! - zamachnęła się i uderzyła mnie miotłą. Poczułem niewyobrażalny ból w okolicach krocza. Zgiąłem się w pół - Masz za swoje - Daehyun wziął ode mnie klucze i szybko otworzył drzwi. Staruszka odwróciła się na pięcie i wycofała do swojego mieszkania, co chwila chichocząc ze szczęścia, że powaliła
biednego chłopaka.
- Skąd w starych ludziach tyle złości... - wymruczałem z naciskiem na "starych", a ta się zatrzymała w miejscu. Znieruchomiałem i wlepiłem w nią spojrzenie. Uchyliłem delikatnie usta, ból powoli mijał. Nagle powietrze jakby gęstniało, zapanowała dziwna atmosfera. Mierzyliśmy się nawzajem spojrzeniami. Odniosłem wrażenie, jakby czas się zatrzymał...
- Coś ty... - urwała, mrużąc oczy. Ta maseczka na jej twarzy mnie strasznie rozśmieszała - ...powiedział?
   Niedobrze. Bardzo niedobrze. Staruszka mnie zaraz pobije. Dae, dzwoń po pogotowie.
- Czy ty, nazwałeś MNIE STARĄ?! - wybiegła, jak na staruszkę, bardzo szybko z mieszkania. Dalej z tą swoją miotłą... Zamachnęła się i rzuciła nią, jak jakiś prehistoryczny człowiek dzidą w mamuta. Nagle poczułem, jak ktoś łapie mnie za marynarkę i wciąga do mieszkania. Daehyun szybko zamknął za mną drzwi i usłyszeliśmy huk miotły uderzającej o drewno. To ja tak mogłem dostać. Mamo, ratuj...
- Uff. Było blisko, co nie? - zaśmiałem się do Daehyuna i usiadłem pod ścianą. Ten patrzał na mnie z góry, opierając się o drzwi.
- Co to miało...
- TY GÓWNIARZU, JESZCZE CIĘ DOPADNĘ I MI JUŻ NIE UCIEKNIESZ! - pani Lee przerwała pytanie Dae, wykrzykując jakieś obelgi w moim kierunku... Ach, mam taką kochaną sąsiadkę.
- To normalne, spokojnie - wyszczerzyłem się do blondynka - Zaraz jej przejdzie.


Daehyun:

   Serce waliło mi jak młotem. CO TO MIAŁO KURDE BYĆ? Ta kobieta nie była normalna. Stałem oparty o drzwi, próbując wyrównać oddech. Błagam, żeby ona się tu nie dostała, bo wylądujemy na ostrym dyżurze.
- Uff. Było blisko, co nie? - Yongguk był wyraźnie ucieszony, spojrzałem na niego spod byka. Mogliśmy zginąć!
- Co to miało... - przerwał mi wściekły krzyk zza drzwi. Otworzyłem szerzej oczy. Skąd w takiej kobiecie tyle złości? Chyba nie chciałbym tu mieszkać...
- To normalne, spokojnie - patrzałem na niego jak na idiotę. Nie, to nie jest normalne, że babcie w różowych szlafrokach biją swoich sąsiadów miotłą w krocze! - Zaraz jej przejdzie.
   Skierowaliśmy się do salonu, Yongguk powiedział, że mam się czuć jak w domu. Nie byłem pewien... Wciąż nie doszedłem do siebie. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie, Yongguk rzucił propozycję:
- Może obejrzymy jakiś film? - całkiem niezły pomysł - Co byś chciał?
- Hmm... - udałem zamyślenie - Może "Shutter"? - oczy starszego się rozszerzyły.
- Lubisz horrory? - spytał zdziwiony, otwierając usta i przechylając delikatnie głowę na bok. Wyglądał tak... Pięknie... Zaparło mi dech.
- Jasne, że tak! - odpowiedziałem najbardziej entuzjastycznym tonem, jaki udało mi się przyjąć. "Kłamca, kłamca..." usłyszałem w mojej głowie. Fakt, nie znosiłem horrorów z całego serca. Bałem się ich od czasu, kiedy w dzieciństwie kuzyn puścił mi "Ring". Nie spałem przez tydzień, gapiąc się w nocy w telewizor, żeby się upewnić, że żadna Samara po mnie nie przyjdzie, a przez jakiś miesiąc miałem stany lękowe. Super przeżycie. Ale powiedziałem, że chcę obejrzeć horror, bo to świetna okazja, żeby się do niego "przypadkiem" poprzytulać. No wiecie... Jakbym się wystraszył czy coś w tym stylu.
- Okej... Niech będzie "Shutter". Wypożyczalnia jest od razu za rogiem, będę za pięć minut! - rzucił się do drzwi. Usłyszałem, jak patrzy przez wizjer, czy aby na pewno ta dzika kobieta nie czyha na niego z miotłą w korytarzu - Czuj się jak u siebie! W lodówce masz jakieś picie, a na kredensie chipsy... - zamknął za sobą drzwi. Nie minęły dwie sekundy i ktoś wszedł do mieszkania.
- Lepiej wezmę klucze - zaśmiał się, a ja nie mogłem powstrzymać uśmiechu. Wyszedł.
   Wziąłem sobie z lodówki colę, na chipsy nie miałem ochoty. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie i wciągnąłem się w jakąś dramę lecącą w telewizji.


Yongguk:

   Stałem pod wypożyczalnią płyt. Wiatr owiewał delikatnie moją zmęczoną twarz. Trzymałem ręce w kieszeniach spodni od garnituru, gapiąc się na kartkę wywieszoną na szklanych drzwiach.
"Otwarte w godzinach:
pn - so - 10:00 - 24:00
nd - nieczynne"
   Spojrzałem na zegarek w telefonie - tak! Była akurat 23:56. Cztery minuty. Pośpiesznie wszedłem do wypożyczalni, przykuwając tym samym uwagę faceta, najwidoczniej pracownika, który miał już zamiar wychodzić.
- Zamknięte - wymruczał znudzony. Najwyraźniej chciał iść tylko do domu i skończyć swoją jakże interesującą pracę pełną adrenaliny. No co? W końcu niektórzy oddają płyty po terminie. Można czasem poczuć adrenalinę, też bym się wkurzał!
- Nie, za cztery minuty - podsunąłem mu telefon pod nos, a ten patrzał na mnie tępym wzrokiem. Jedna jego brew pomknęła do góry.
- Trzy.
Spojrzałem na cyferki. Rzeczywiście.
- Co chcesz?
- "Shuttera"...
   Film wypożyczyłem bez zbędnych problemów. Ale chwila... Dzisiaj były przecież jego urodziny... Zaskoczę go! Tak, chciałem być romantyczny...
   Sprintem wybiegłem z wypożyczalni, usłyszałem tylko, jak koleś znów coś marudził pod nosem. Jako cel wybrałem sklep monopolowy, najbliższy jaki mógł być. Poprosiłem o najlepszą whisky. Znaczy... Najlepszą jaką akurat mieli.
   W drodze powrotnej minąłem jakiś ogródek i stanąłem jak wryty. Odwróciłem się powoli na pięcie i spojrzałem na rosnące przy płocie róże. Zachichotałem. Rozejrzałem się, czy aby na pewno nikt mnie nie podgląda i zerwałem jeden z kwiatów, najpiękniejszy moim zdaniem. Jeszcze raz się obejrzałem - dla pewności - i wróciłem do domu.
   Otworzyłem drzwi mieszkania z trudem, ręce miałem zajęte przez butelkę whisky, pudełko z filmem i różę. Wszedłem do środka na paluszkach, żeby zaskoczyć Daehyuna. Zrzuciłem z siebie marynarkę, a kwiatek schowałem za plecy.
- Dae, wróciłem - nachyliłem się nad nim i wyszeptałem najbardziej zmysłowo jak tylko potrafiłem. W odpowiedzi usłyszałem ciche pociągnięcie nosem. Wystraszyłem się - Co ty, płaczesz? - przybrałem przerażony ton. Co mu się stało? Nie było mnie tylko piętnaście minut! Może to pani Lee przyszła i...
- Ta drama miała... Takie smutne... Zakończenie - wychlipał - Ona umarła!!! - popatrzał na mnie, a ja zobaczyłem w jego oczach prawdziwą rozpacz.
- No weź, to tylko drama... -  a już się bałem. Chciałem go jakoś pocieszyć...
   Rzucił się na mnie i szybko wtulił w moje ramiona. Znieruchomiałem. Nawet nie wiem, czy odwzajemniłem wtedy uścisk. Zaskoczył mnie!
- No już, nie płacz... - wyszeptałem prosząco i pogładziłem go po włosach. Wtulił się we mnie jeszcze mocniej, a ja objąłem go. Zaraz, miałem mu coś dać... - Daehyun... - tak bardzo nie chciałem, żeby ta chwila się kończyła... - Dae, kochanie... - poczułem, jak się wzdrygnął.
"KOCHANIE!? LEPIEJ GO NIE MOGŁEŚ NAZWAĆ, IDIOTO" - krzyczałem na siebie w myślach. Oderwałem się od niego z bólem.
- Mam coś dla ciebie! - podstawiłem mu tę różę pod sam nos i uciekłem spojrzeniem gdzie indziej.
   Czekałem aż coś powie. Milczał. W końcu uniosłem wzrok, żeby się upewnić, czy wszystko jest z nim w porządku. Patrzał na mnie z uśmiechem.
- No w końcu spojrzałeś - zaśmiał się, ocierając ostatnią łzę wywołaną przez dramę. Jejku, co oni puszczają w tej telewizji, żeby doprowadzić mojego blondynka do takiego stanu...
- Dziękuję. Ukradłeś ją z czyjegoś ogródka, co nie? - parsknął śmiechem i wziął prezent do ręki - Masz jakiś wazon? - wyszedł z pokoju i skierował swój krok do kuchni.
- Jasne, poczekaj - odstawiłem whisky i film na stoliczek, poszedłem za nim. Wziąłem pierwszą lepszą szklankę, nalałem do niej wody, a blondynek wsadził do niej różę.
- Naprawdę dziękuję - zarumienił się i nachylił w moją stronę. Heeeej, co się dzieje?! Serce zabiło mi mocniej, przestałem kontrolować swój oddech.
   Pocałował mnie w policzek.
   Cały czas czułem na skórze dotyk jego ciepłych ust. Chyba się rozpływam... Zeskrobcie mnie z podłogi.
- Okej? - zaśmiał się - Co z filmem? - szybkim krokiem poszedł do salonu, ciągnąc mnie za rękę za sobą.        Usiedliśmy na kanapie, włączyłem "Shuttera". Rozlałem whisky do szklaneczek.
   Podczas oglądania filmu nie raz się wzdrygnęliśmy. A najlepsze było wtedy, gdy blondynek zaczął się do mnie przysuwać. Oczywiście tak, żebym nie zauważył. Ale Bang widzi wszystko, nic nie umknie mojej uwadze! Wyciągnąłem rękę na oparcie kanapy i w sumie wyszło tak, że oglądaliśmy ten film całkowicie przytuleni.
Najlepszy.
Wieczór.
Mojego.
Życia.


Daehyun:

   Film filmem, nieraz się wystraszyłem, ale to dotyk Yongguka sprawiał, że ciągle miałem dreszcze. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Właśnie leciały napisy końcowe, próbowaliśmy dojść do siebie. Kto by się spodziewał takie zakończenia... Wow. Jeszcze raz rozejrzałem się po pokoju i mój wzrok spoczął na zegarku.
- Jak późno... - zdziwiłem się - Muszę wracać! - wstałem gwałtownie i od razu usiadłem. Zakręciło mi się w głowie, whisky zrobiła swoje.
- No co ty. Nie puszczę cię samego do domu o takiej porze. Zostań - mi się wydaje, czy usłyszałem jakąś błagalną nutkę w jego głosie? - A w szczególności w takim stanie... - zmierzył mnie od stóp po czubek głowy. Nie mogłem się sprzeciwić... Poza tym oboje byliśmy całkowicie najebani.

   Poszedłem wziąć prysznic. Miałem nadzieję, że to poprawi mój stan choć trochę. Uwielbiałem, gdy gorący strumień wody drażnił moją delikatną skórę. Czułem się trochę nieswojo w cudzej łazience, ale co? Przecież nikt się nie gapi z lornetką, jak biorę prysznic, prawda?
   Zawsze podczas kąpieli dużo myślałem. Dlatego tak długo mi to schodziło. Miałem wtedy mnóstwo czasu na przemyślenia o wszystkich możliwych tematach - od ocieplenia klimatu po daleką przyszłość. Ciekawe, jak moje życie się potoczy...
   Zakręciłem kran, musiałem wyjść spod prysznica. Najgorszy moment całej tej przyjemności. Czułem, jakbym był na Antarktydzie, brakuje tu tylko pingwinów zjeżdżających na brzuszkach. Zmierzwiłem włosy i rozejrzałem się. Łazienka była pełna pary. Stanąłem przed umywalką i zaparowanym lustrem. Bang miał zapasową szczoteczkę, którą mi pożyczył, więc mogłem w spokoju umyć zęby.
   Po pewnym czasie (czyt. półtorej godziny jak nic) wyszedłem z łazienki. Czułem się nieco lepiej. Yongguk siedział na kanapie i oglądał jakiś nudny - wnioskując po jego minie - film. Gdy zorientował się, że już skończyłem, wstał.
- Mam spać na kanapie, tak? - upewniłem się. Chłopak spojrzał na mnie jak na ostatniego debila.
- No co ty, głupi jesteś?
- To... Ty śpisz na kanapie? - co mu chodziło po tej ślicznej głowie? W duchu miałem nadzieję na coś zboczonego. Ale ciii. Tego nie było, to przez alkohol...
- Oboje śpimy na łóżku - sprecyzował. Nie mogłem się sprzeciwić. Przecież byłem jego gościem, czyż nie? Nie mogę mu robić zbędnych problemów, spanie w jednym łóżku będzie okej, nie będzie potrzeby rozkładania kanapy...
   Będzie ciekawie.
   Yongguk skierował się do łazienki, po drodze rozpinając koszulę. Podążyłem za nim wzrokiem, popatrzałem na jego pośladki opięte przez spodnie od garnituru. Mmmm... Od razu się otrząsnąłem. Jejku... To takie trudne. Poszedłem do sypialni, aby położyć się do łóżka, gdy zachciało mi się pić.
   Chcąc, nie chcąc, do kuchni musiałem przejść koło łazienki. W drodze powrotnej zauważyłem, że drzwi toalety są uchylone. Pijany Yongguk najwidoczniej zapomniał ich zamknąć... Niechcący zajrzałem. Naprawdę niechcący! Serce zabiło mi mocniej. Stał tam... Otworzyłem szerzej oczy. Był zupełnie nagi, mogłem zobaczyć go całego... No, dalej, Daehyun, gap się, bo więcej taka okazja się nie powtórzy!                Patrzałem na jego chude, długie nogi, lekko umięśnione pośladki... Zachłysnąłem się napojem, a Yongguk szybko odwrócił głowę w moją stronę. Brawo, Dae. Jesteś debilem. Teraz twoja miłość pomyśli, że jesteś napalonym pedałem. Super.
   Mierzyliśmy się tak wzrokiem, gdy Yongguk się zarumienił, a ja poczułem, że muszę uciec zanim całkiem się podniecę. Pobiegłem do sypialni, zostawiając Yongguka samego sobie.
   Po kilkunastu minutach, gdy leżałem już w łóżku i udawałem, że śpię, Yongguk wszedł do swojej sypialni. Patrzałem na niego spod lekko uchylonych powiek i nasłuchiwałem uważnie. Stał tam przy ścianie w samych bokserkach, a woda skapywała mu z mokrych kosmyków włosów. Jak ja go kocham... Gdy stwierdził, że śpię, podszedł do łóżka i położył się obok mnie. Starał się być jak najciszej, żeby mnie nie obudzić. Był taki słodki.
   Powoli odpływałem w błogą krainę snu, gdy poczułem, jak Yongguk obejmuje mnie w pasie i przytula się do moich pleców. Zamarłem. Miałem ochotę jęknąć, ale przecież nie mogłem. Bo spałem. Poczułem, jak nachyla się do mojego ucha. Wstrzymałem oddech.
- Ale ja cię kocham, Dae - moją twarz i szyję owiało miętowe powietrze. Czekałem, co będzie dalej.              Zacisnąłem mocno powieki i modliłem się, żeby zrobił coś jeszcze. Albo żeby właśnie nic już nie robił. Sam nie wiem, czego chcę.
   ZARAZ. Chwila moment, czy on powiedział, że MNIE KOCHA? Czy mam już schizy od tego alkoholu...
- Co? - a miałem udawać, że śpię... Chłopak zachichotał.
- Wiedziałem, że nie śpisz - parsknął śmiechem. A ja dalej nie wiedziałem, czy się przesłyszałem, czy nie.
- Co powiedziałeś wcześniej? - nie dawałem za wygraną.
- Że wiedziałem, że nie śpisz - chłopak najwyraźniej postanowił się ze mną podroczyć.
- A wcześniej? - no powiedz to jeszcze raz. Proszę.
- Ładna była dziś pogoda, co nie? - Yongguk dalej mnie przytulał i czułem, jak się zaśmiał - Kocham cię.
- Właśnie na to czekałem - szepnąłem i odwróciłem się w jego stronę. Wciąż leżeliśmy przytuleni, a ja nie wierzyłem, że jesteśmy tak blisko... Ile razy o tym marzyłem? - Też cię... - urwałem. Chłopak, którego kocham odkąd pamiętam, właśnie wyznał mi miłość. Ja śnię? - ...kocham - szepnąłem niepewnie i od razu się zarumieniłem.
   Yongguk chwycił moją twarz w swoje chłodne ręce i przysunął do swojej. Pocałował mnie. Na początku niepewnie, potem językiem dokładnie "zwiedzał" moją jamę ustną. O matko, co się dzieje... Za chwilę popłaczę się ze szczęścia. Nasze języki złączyły się, po chwili oderwaliśmy się od siebie.
- Kocham cię - Yongguk spojrzał głęboko w moje oczy, jakby bał się, że to kłamstwo. Nie, kochanie, nie kłamałem. Pocałował mnie jeszcze raz w usta i przytulił do siebie. Przykrył nas kołdrą i rozłożył się wygodnie koło mnie.
- Dobranoc, słonko - rzucił ze śmiechem. Ułożyłem się wygodniej, a ten znów objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Byłem szczęśliwy. Szczęśliwszy niż kiedykolwiek.
- Dobranoc - szepnąłem. Poczułem, jak Yongguk pocałował mnie w szyję. Wzdrygnąłem się. Co za przyjemne uczucie...
   Minęło parę minut i zorientowałem się, że mój blondynek już śpi. Wsłuchiwałem się w jego równy oddech i po jakimś czasie również zasnąłem.






NIE MA SEKSU, PRZEPRASZAM :C
Aż sama czuję pewien niedosyt T^T
A tak swoją drogą, Shutter to serio zajebisty film, polecam XD

5 komentarzy:

  1. Aaaaa! Aaaa! Jak moglaś to tak zakończyć, kurna! Weź się w garść i napisz, że się przelecieli. xD Tylko... mniej kolokwialnie. :DD ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Wg. mnie bardzo fajnie i ciekawie wyszedł Ci ten rozdział :)
    Jestem ciekaw co będzie dalej, bo zainteresowało mnie twoje opowiadanie :)
    mlwdragon.blogspot.com
    historiaadam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj seks, proszę! XDD


    - Jon

    OdpowiedzUsuń
  4. Łaa.. Zabić? XD Weź napisz jeszcze trzecią część, co? :>
    Ten rozdział wyszedł Ci naprawdę zajebiście!
    Śmieszny, romantyczny.. Serio super ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. hahahahah zajebiście!!!! fajnie się czyta, bo dobrze opisujesz sytuacje :D bohaterowie są tacy uroczy ^^

    OdpowiedzUsuń