Witajcie!
Po niesamowicie długim czasie mam dla was małego randoma.
Powstał w sumie na podstawie przeżyć z ostatniego czasu. Bardzo krótki, acz treściwy. Wyleję się trochę przed wami, okej?
To... To straszne uczucie. Zostać porzuconym przez kogoś, kogo się kocha. Ale jest gorsze! Gorzej jest tylko wtedy, kiedy masz świadomość, że ten ktoś kocha cię nad życie. I odchodzi. Można zostawić kogoś lub coś, co się szalenie kocha, w imię jakiegoś wyższego dobra? To boli. Boli niesamowicie. Boli, kłuje, gniecie, miażdży. Ten ból staje się tak wielki, że obejmuje całe ciało. Jest tak intensywny, że paraliżuje. I tym samym, paradoksalnie, znieczula. Zaczynasz uważać, że to nic, że nic już nie ma znaczenia. Ktoś, kogo kochasz, kto cię opuścił... staje się dla ciebie nikim. Boli cię to. Ale jednak nie obchodzi. To wcale nie jest takie proste! Mieszane uczucia... Tak, kiedyś ktoś był dla mnie nikim. Ale nigdy ja dla kogoś... Teraz muszę stawić czoła temu. Serce pęka. I ja wiem, że ta znajomość, tym bardziej związek, nie ma żadnego sensu. Ale po prostu tęskni się. Boli... I nie można z tym nic zrobić. Trzeba przeżyć to, że jest się dla kogoś nikim. Tak długo, jak to tylko jest potrzebne. Nie można nalegać. Bo to wbrew poprzednim słowom. Można uciec... Chcieć zapomnieć... Ale nie, pamięć nie jest nam posłuszna. To życie. Życie, póki co, ma boleć. Tak już jest. Przebolejemy. Wszyscy.
Mam nadzieję, że nie zniechęcam was do życia w środku tekstu. Ale musiałam się wylać, bo chyba by mnie zeżarło wszystko, co się we mnie bije od jakiegoś czasu. Przepraszaaaaam. Jestem taka beznadziejna. Niedługo (tym razem naprawdę niedługo!!) wpadnę z nową notką. Pracuję nad Onyxem i chcę zrobić takie "wow!".
Ksz, ksz, bez odbioru!